"Powinno się przynajmniej raz dziennie przeczytać jakiś ładny wiersz, zobaczyć piękny obraz, posłuchać przyjemnej piosenki lub porozmawiać z najlepszym przyjacielem. W ten sposób budujemy piękniejszą, bardziej wartościową część naszego istnienia."

(Heinrich von Kleist, 1777-1811)

wtorek, 16 października 2012

Dać czy nie dać....?

I nie myślę wcale o rzeczach zbereźnych ;)
Myślę o czymś tak przyziemnym, że aż boli. Boli gdy patrzę, gdy słucham i widzę.
Coraz więcej ludzi na ulicach zaczepia innych i prosi o pomoc. O kawałek chleba czy parę groszy. Wiem, wiem dużo się pisało i pisze że lepiej nie dawać, lepiej pomóc jakoś inaczej, ale serce mi się kraje gdy widzę człowieka wychudzonego, starego który z onieśmieleniem prosi o parę złotych. Ale też szlag mnie trafia gdy taki delikwent potem idzie do sklepu i kupuje sobie wódkę albo wydaje na co innego niż pierwotne przeznaczenie.
I tak też było tym razem. Podeszła do mnie stara kobieta i z drżącymi rękoma poprosiła mnie onieśmielona o parę złotych na chleb bo rentę dostanie dopiero jutro, a ona już dwa dni nie jadła. No i jak takiej nie dać, nie umiem, no nie! i już.
Ale pech chciał że potem weszłam na chwilę do sklepu a jak z niego wyszłam stanęłam z ową kobietą przy pasach i co ?! O żesz k.....a, babsztyl wstrętny trzymał w ręce portfel a z niego wyciągał 50 złotych!!! Nosz myślałam że mnie krew zaleje, już chciałam do baby podejść i coś jej powiedzieć do słuchu ale stwierdziłam, że nie warto, skoro jestem głupia i dałam się tak perfidnie wrobić, to cóż moja wina.
Ale tu powstaje pytanie, dać czy nie dać? pomóc czy nie? Jest wiele osób które tej pomocy potrzebują, które naprawdę nie mają co jeść i takie "uliczne proszenie" to ich być albo nie być ale wielu z nich oszukuje, kłamie - zbiera na wódkę, papierosy a ludzie którzy tak się nacięli, potem 10 razy się zastanowią zanim dadzą komuś choćby 2 złote. Oszuści i naciągacze ze spokojnym sumieniem okradają tych biednych, tych potrzebujących. Nie mówię tu o Państwie, rządzących bo wiadomo u koryta tylko świnie siedzą, ale mówię o tych zwykłych ludziach którzy wiedzą że jest ciężko i być może takim oszustwem zabiorą komuś chleb i nie pozwolą się najeść.
Nie wiem, zawsze zastanawiałam się, jak to było za czasów wojny? Też byli oszuści ale chyba było ich mniej, ludzie sobie pomagali, myśleli o sobie, o innych i wiedzieli że jeżeli nie pomogą sobie nawzajem nikt inny też im nie pomoże jeżeli taka potrzeba zaistnieje.
A co ja zrobię? Pewnie znów dam pieniądze z nadzieją, że tym razem trafią one do kogoś kto ich naprawdę potrzebuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz