"Powinno się przynajmniej raz dziennie przeczytać jakiś ładny wiersz, zobaczyć piękny obraz, posłuchać przyjemnej piosenki lub porozmawiać z najlepszym przyjacielem. W ten sposób budujemy piękniejszą, bardziej wartościową część naszego istnienia."

(Heinrich von Kleist, 1777-1811)

piątek, 1 marca 2013

Nie lubię gdy nie ma mnie w pracy. No nic nie poradzę, że jak jestem w domu to mnie bierze stres i nigdy nie wiem co mnie czeka jak tam wrócę.
W dzisiejszych czasach człowiek niczego nie może być pewny a jak jeszcze ma dzieci które ciągle choruja to już wogóle ma przerąbane.
No i znowu jestem z małym w domu, tym razem wzięłam urlop nie zwolnienie, i co? I w robocie awantura.
Siedzę w pokoju z dwiema kobitkami - obie są naprawdę ok. Ale.... No właśnie...
Nie potrafimy się dogadać w jednej kwestii - otwartych/ zamkniętych drzwi i przychodzenia chorym do pracy.
Ja z wiadomych względów jak moje dzieci są chore jestem w domu, sama choruje od wielkiego święta, do tego jak już jestem chora to mam gorączkę i jestem umierająca, więc jasnym jest że siedzę w domu. Do pracy chodzę jedynie z katarem bo od tego się nie umiera ;)
Niestety koleżanka G lubi chodzić do pracy ciągle chora. Praktycznie na palcach rąk można policzyć kiedy jest zdrowa. Chodzi do pracy i sieje, co jest powodem z kolei że koleżanka A już któryś raz z rzędu się zaraziła i poszła na zwolnienie.
Do tego wszystkiego nasz pokój jest strasznie zimny, zimą prawie cały czas kaloryfery nie działały, więc czułam się jak w lodówce. Na szczęście mamy klimatyzację i tu zaczyna się problem.
Gdy klima była włączona było źle bo dla koleżanki G było za ciepło! Koleżanka ta po pierwsze siedzi w drugim końcu pokoju z dala od drzwi ale przy szczelnych oknach; po drugie ubiera się jak na syberię i nawet jak jest gorąco ma grubą marynarkę przez co ciągle jest jej gorąco ale jej nie zdejmie no i po trzecie zarządziła że wszystkie mamy siedzieć przy otwartych drzwiach! Oczywiście nie spytała nas o zdanie, mamy tak siedzieć bo ona nie lubi siedzieć w zamkniętym pokoju! ale nie patrzy na to, że 1. ja siedzę bezpośrednio przy otwartych drzwiach gdzie jestem jak na patelni i to mi się nie podoba, 2. gdy drzwi są otwarte to tak mi wieje jak bym siedziała na jakimś "wygwizdajewie" i nie przemawia to do niej. Ciągle uważa że przesadzam i chodzę za cienko ubrana! Bo podkoszulka, bluzka i gruby sweter na tą okazję specjalnie kupiony to za mało! No oczywiście klima jej przeszkadza.
No kit jakoś żyję ale nie podoba mi się że nie patrzy kompletnie na nas i nie interesuje jej czy nam to się podoba czy nie. No ale że dziś koleżanka A znowu się zaraziła od koleżanki G i nie wytrzymała, z tej okazji postanowiła pójść do szefowej i jej powiedziała parę słów na powyższy temat. I awantura gotowa, w poniedziałek ma być rozmowa. Już sama nie wiem co to da i czy tylko nie pogorszy całej sytuacji i tak dość napiętej. Niestety koleżanka G mimo, iż naprawdę ją lubię, jest ciężka we współżyciu, bo lubi jak jest tak jak ona powie, nie patrzy na nikogo do tego dość często jest nie w humorze i człowiek nie wie czy to jego wina i co znowu zrobił/powiedział źle. Tak więc dość często w naszym pokoju jest nastrój jakby siekierę powiesił, siedzi się koszmarnie.
Co będzie w poniedziałej, aż się boję - z jednej strony to dobrze z drugiej nie wierzę, że to coś da oprócz kolejnych nieporozumień i fochów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz